Witam Cię serdecznie pojebie!
Widać, żeś nie jest wtajemniczony w ideę vomitingu zbyt głęboko. Nie szkodzi, przecież startujemy dopiero na Wigilię… Możesz pewnych rzeczy nie wiedzieć. Niczym dobry ojciec - złapię Cię za fiuta i poprowadzę w strone światła.
Mylisz dwie sprawy:
1)Rzygać na kogoś
2) Rzygać czymś
ad.1 Rzygając na kogoś okazujesz tej osobie niezmierne zaufanie, swoistą wież. Jest to bowiem prawie krańcowa forma zbliżenia się dwóch Vomiterów, lub też Vomitera i osoby niewtajemniczonej (rzyganie sobie wzajemne do ryja jest formą krańcową, którą z pewnościa poruszę na łamach CV). Rzygając na siebie i ciesząc się z tego faktu okazujemy bowiem wzajemne zrozumienie dla trudu vomitingu. Prócz trudu, dzielimy też wspólnie ulgę i cieszymy się nią. Rzygając więc na kogoś, Vomiter okazuje mu więc pozytywne uczucia. Nie myl więc tego czasem z dyshonorem.
Zalewając mnie strumieniami rzygów, pokazujesz mi, że czujesz ze mną więź, że liczysz na zrozumienie i poparcie. Zwykły szary, człek nie wychwici tego. Jednakze tym różnią się Vomiterzy od zwykłych ludzi, że potrafia dostrzec prawdziwe przesłanie spływającego po nich pawia.
ad.2 Czując się zanieczyszczonym, zainfekowanym toksynami - człek chce się ich pozbyć. Wiąże się to poniekąd z wysiłkiem, z cierpieniem nawet, lecz prowadzi do oczyszczenia i ulgi. To co jednak człek z siebie wyrzyuca jest więc trucizną, która zatruwała jego organizm. Nie jest tu powiedziane, iż trucizna ta musi być koniecznie jedynie substancją chemiczna, namacalną i widzialną! Jest ona bowiem częstokroć także czymś pozazmysłowym… i nie bójmy sie tego słowa - czymś duchowym, mentalnym. Jednakże, choć niewidoczna, to cały czas jest toksyna zatruwajca nasz umysł, serce, ciało, ducha… Tym bardziej warto nią rzygać.
Wydaje mi się, że kwestie te nie sa dla Ciebie jasne. Zestawiając pierdolonego pigmeja, zjebów z jakiegoś forum , mnie i mych Zwyrodniałych Towarzyszy oraz nasze matki razem do kupy i rzygając na nas uczyniłbyś zaszczyt wszystkim wymienionym.
Czy o to Ci chodzilo? Zastanów się proszę.