Cieszmy się z tego, kim jesteśmy. Białą mam skórę. Nie mam jakichś specjalnych odczuć co do innych kolorów. Nie czuję jakiejś specjalnej więzi ani z białymi, ani z czarnymi, ani też z chuj_wie_jakimi. Gdybym miał się narodzić po raz kolejny, ale w innych barwach, to wybrałbym żółtych. Te chuje są tak poqrwieni, że gangsta_czarnuchy, oliwkowi terroryści się chowają. Japońce, koreańce i inne skośne zjeby są popwaleni na maksa. Są zbokami, sadystami, inteligentnymi skurwielami i potrafią obić ryja, jak nikt inny. Stąd też szacun dla nich. Ale ni chuja nie mogę chyba powiedzieć, że jakiś tam kolor mi leży bardziej a inny mniej. Wiem natomiast, że wqrwia mnie pozerstwo. Jak np. widzę czarnucha, który się wybiela lub baiałasa, który chce być czarny, to agresja miesza się we mnie z politowaniem. I tak kurwa stoję wtedy, wyjąc do ksieżyca, bo nie wiem czy takiemu/takiej przypierdolić, zapłakać, zaśmiać się w twarz?! Kurwa, to są dylematy! Anyway! Ktoś czuje się czarny duszą - spoko, chuj mu w dupę :D Ważne, by wiedział w każdym momencie swojego życia, że jest białym ścierwem i nic tego nie zmieni :D