każde miasto w polsce odznacza się posiadaniem takiego miejsca. zazwyczaj jest ono ukryte dla wzroku niewtajemniczonych przechodni?w, sklep monopolowy znajduje się w promieniu 500 metr?w, jest ławeczka, daszek i og?lnie wszystko to, co pozwala nam zaoszczędzić połowę ceny normalnie ofiarowywaną knajpiarzom-geszefciarzom.
w TG jest to park miejski, opr?cz altanki
[plusem jest obecność daszka, minusem - te pojebane schody, na kt?rych można sobie łatwo uszkodzić ciało po pijaku]
istnieją jeszcze tzw. pieńki, czyli porzucone przez administrator?w parku pnie drzew, kt?re służą za ławki. sa głęboko ukryte i zazwyczaj pały boja się tam chodzić [wiadomo, siedlisko nazioli, stanist?w, a prezerwatywy dumnie powiewają na młodych drzewkach]. pieńki są ponumerowane i w zalezności od komfortu zarezerwowane dla os?b pijących o odpowiednim statusie [park to osobna subkultura].
osobiście, lubię pić na łonie natury, mozna sobie wziąc badmintona, pozwiedzać bunkier i jest fajnie.
raz tylko, było to po rozpoczęciu obecnego roku szkolnego, w swej bezmyślności spożywałam piwo w centralnej części parku, rozkoszując się widokiem na fontannę. kosztowało mnie to 100 złotych i konwersację ze strażnikiem miejskim [miał dzownek crazy frog :twisted: ] ale i tak było to ciekawe przezycie. biała bluzeczka, 9-cm szpileczka. i mandat. HAHA
tym uzewnętrznieniem chciałam zachęcić Was drodzy forumowicze do dzielenia się cennymi informacjami na temat Waszych miast. nigdy nic nie wiadomo, stw?rzmy wsp?lnymi siłami mapę fan?w natury i alkoholu.
pozdrawiam

