liryk
Ale mam dziś zryty humor. Chyba pójdę się powiesić. Więc kurwa będzie wierszyk
Usypali nad nim kopiec
Z przyjazdów i odjazdów
Z czasu i przestrzeni
Z ludzi rzeczy zdarzeń
Ze słów spojrzeń ciszy
Z zielonych pluszowych albumów
Bromu kwiatów
I sztucznego usniechu
Prawie wszyscy się zjachali
Na stole liść miedziany leży
Tu popiół sypią
Matka rozgrzebuje kopiec
I wydobywa młoda głowę
Z jasnego promienia
(..)”
to on
po którego nie wybiega się
przed dom
który nie zasnął w malinach
który nie przyjdzie jutro
ona żywcem pogrzebana
w powietrzu przy stole
porusza niemrawo
palcami
hehehe