Pamietam pewnego ranka kiedy łeb jebała mnie tak że myslałem o samob?jczym skoku z okna, poszedłem do kibla się wysrac. jak siedziałem to naszły mnie fale torsji i na dodatek jaszczur też odpalił swe zbiorniki. dobrze że mam blisko umywalkę przy klopie bo kto posprzątałby ten burdel?
Nie, nigdy mi się nie zdarzyło. To musiało być interesujące.
Skacowany organizm szuka oczyszczenia w każdy możliwy sposób… Każda ku niemu droga jest słuszna. Jakże piękna i skłaniająca do refleksji jest potęga ludzkiego organizmu! Pozdziwiam i życzę Ci dalszych sukcesów.
Cóż jako facet nie mam takiego ‘przywileju’. Co więcej, nie mogę szczać i jednocześnie dokonywać ejakulacji… Choć, to w sumie dobrze, gdy człek zastanowi się nieco.
[quote author="MADness"]Tak Droga EtonDuea, to rzeczywiście niesamowite.
Cóż jako facet nie mam takiego ‘przywileju’. Co więcej, nie mogę szczać i jednocześnie dokonywać ejakulacji… Choć, to w sumie dobrze, gdy człek zastanowi się nieco.
Kuuuurwa. Tego nie przeżyłem.
Kiedyś w Zakopanem, w liceum oczywiście, po pierwszym w życiu półlitrze, wlazłem do kibla, żeby się wysrać, zacząłem srać, za chwilę poczułem, że się zrzygam, a że nie byłem w stanie wstać a bałem się zarzygania kutasa swego (ubzdurałem sobie, ze kwas solny z żołądka może go uszkodzić), więc założyłem na niego opakowanie po chusteczkach higenicznych. I postanowiłem, że siedząc na klopie i srając, zerzygam się również do klopa, trafiając idealnie w dziurkę pomiędzy deską a moim kutasem.
Efekt był taki, że kumple bechtali się ze mnie, jak siedząc, rzygam sobie na całe ciało. A rzygi lecą wszędzie, prócz jebanej, wyimaginowanej przeze mnie dziurki.
Zgodnie z ideą vomitingu, z którą mam zaszczyt się zapoznawać na tym forum, sam sobie okazałem szacunek!
[quote author="woytazz"]a bałem się zarzygania kutasa swego (ubzdurałem sobie, ze kwas solny z żołądka może go uszkodzić), więc założyłem na niego opakowanie po chusteczkach higenicznych. I postanowiłem, że siedząc na
nie dziwię Ci się że tak chroniłeś swojego kutacha, bo przecież masz tam swój mózg!
Ja to youngsa waliłem, z racji barmanowania w takowym pubie przez czas pewien, potem Greene kinga i kurwa hardkor namba łan - Wilshire czy jakoś tak za jednego panda.
A gdzie siedzisz, mości Foocie?
[quote author="woytazz"]Ja to youngsa waliłem, z racji barmanowania w takowym pubie przez czas pewien, potem Greene kinga i kurwa hardkor namba łan - Wilshire czy jakoś tak za jednego panda.
A gdzie siedzisz, mości Foocie?
Brighton - morskie wybrzeze.
z tymi piwami to tutaj sa jaja. kiedys jak zamowilem “Nakrapiana kure” to barman mnie przestrzegl “Ale uwazaj, bo to najmocniejsze piwo w pubie”. Ja sie pytam: “a ile ono ma?”
...
..
.
“5,2%”
u mnie wystarczy gorączka powyżej 38 i każda wizyta w sraczu tak się kończy. Dlatego mam dyżurną miseczkę, bo jak to powiedzieliście ciężko żygać do sracza jak się siedzi na umywalce.
baaaaaaaaa…
zdarzylo mi sie 3 razy. ale nigdy po chlaniu.
raz po rejsie po baltyku mala zagloweczka a raz po zawodach w ergometrze wioslarskim, takim hujostwie co zapierdala w czlowieku cala chec zycia i raz po zawodach w bieganiu na kilometr
zajebiscie niefajne uczucie.gorzej jak rzyganie zółcią.
totalny brak checi do zycia ogarnia. siedzisz na klopie i czujesz parcie na zwieracz odbytu, chce ci sie szczac rzygac smarkac i umrzec.
nie polecam. aczkolwiek lepiej znac i miec juz za soba niz nie znac wcale a wcale.
Pzdr B