Leśne zwierzątka
Uciekała przed oprawcami niczym kot przed hordą wściekłych ps?w.
Zdawała sobie sprawę, że gdy ją złapią jej niewinność zostanie brutalnie rozszarpana. Zmęczone płuca ledwie nadążały z nabieraniem tlenu.
Czuła, że już daleko nie dobiegnie. Pragnęła w tej chwili śmierci z wyczerpania niż zostać brutalnie i zapewne wielokrotnie zgwałconą.
W pewnym momencie potknęła się o wystający korzeń i nieszczęśliwie upadła łamiąc sobie obojczyk i nogę.
Chciała wstać, lecz wykrzywiona pod dziwnym kątem kończyna nie pozwalała na żaden manewr.
Mężczyźni dobiegli do leżącej i ciężko dysząc ze zmęczenia upadli obok głośno wciągając powietrze.
Gdy doszli do siebie jeden z nich powiedział:
- I było tak uciekać jak wariatka?! Przecież mogliśmy zawału dostać!
Drugi z nich zerwał z niej sp?dnicę i rozpiął rozporek.
- Zaraz cię tak wystukam, że zapamiętasz mnie do końca swego zasranego życia!
Brutalnie zerwał koronkowe majtki i pochylił się, aby wprowadzić członka.
Jednak w tej chwili buchnął tak obrzydliwy smr?d śledzia, że mężczyznę odrzuciło na dwa metry.
- Jezusie z Nazaretu! Ta dziewoja, kt?rą żeśmy tak gonili przez te wszystkie kilometry jest w stanie wojny z wodą i mydłem! – wykrzyczał zaszokowany.
Reszta niedoszłych gwałcicieli ze skrzywionymi nosami powoli oddalała się od leżącej nago kobiety.
- Brr, jak można doprowadzić się do takiego stanu – doszło jeszcze do jej uszu.
Odeszli. Stracili nagle zainteresowanie kimś, kto okazał się ostatnią fleją i syfiarą.
Leżała tam podw?jnie upokorzona. Spuchnięta i wykręcona stopa nie chciała wyzwolić się z korzenia.
Była na jakiejś łące za miastem, z dala od ludzi i jakiejkolwiek pomocy. Bała się, że zanim ktoś ją znajdzie, to przyjdzie spędzić nockę w takim miejscu.
Jednak fakt, że nie została zgwałcona dodawał jej otuchy, czynił silniejszą.
Gdy tak leżała, delikatnie przysypiając podszedł do niej stary wyliniały lis.
Spoglądał z pode łba na dziwną istotę, kt?rej nigdy wcześniej nie widział w tym miejscu.
Jego nozdrza wyczuwały silny rybi zapach. Zbliżył się i dotknął nosem miejsca, z kt?rego dobiegał ten zapach.
Wystraszona kobieta usiłowała zacisnąć uda, lecz lis był silniejszy, coraz głębiej wciskając tam sw?j język.
Strach począł ustępować miejsca podnieceniu. Takie lizanko zaczynało sprawiać jej nie małą przyjemność.
Lisek dokładnie wypucował makreli aromat i poszedł sobie zostawiając kobietę targaną wielokrotnymi orgazmami.
Minęła godzina.
Zapadł zmierzch. Młody niedźwiadek, kt?ry odłączył się od swojej rodziny ujrzał leżącą okrakiem dziewczynę.
Ze zdziwieniem spostrzegł, że jego misiowaty organ zadrżał.
Młode jaja targane hormonalnymi przemianami wysyłały sygnał do stojącej już w gotowości misiej pyty.
Podszedł i delikatnie położył się między kobiece uda. Wniknął w nią gwałtownie, lecz nie brutalnie.
Wykonał kilka zgrabnych ruch?w, a że w miłości był nie wprawny to dość szybko wypełnił wnętrze ciepłym nasieniem.
A za drzewami czaił się już łoś…

