Mj kolega marychuaniarz-kucharz kiedyś mi opowiadał, jak to sobie budyniu i ciasteczek narobił na samosiejce.
Najpierw wpierdolił baaaardzo dużo marii do garnka, zalał mlekiem, gotował, gotował, odsączył, no i potem zrobił na tym budyń. Jemu się podobało.
“Poczęstowałem też mamę i ojca. Nic ich nie ruszyło.” - Znaczy się - jak nie wiesz, że coś wziąłeś, to nie podziała na ciebie.
Ciasteczka robił w podobnym guście.
A tak na marginesie, zgodnie z opinią Pana Korwina, wprowadziłbym zapobiegawcze i profilaktyczne spuszczanie wpierdolu młodzieży w szkołach od gimnazjum wzwyż. Szczeglnie wyrżniającym się z tłumu strojem hip hop/metal/emo.
Wiem wiem - nietolerancja mastrurbancja. Ale tak jak w przypadku Karkw w BMW - gdyby policja zatrzymywała każde BMW z dużymi panami w środku i przeczesywała ich samochody, konta, domy w poszukiwaniu czegoś nielegalnego, jak myślicie - jaki odsetek znalazłby się w pierdlu?
Powiem Wam - odsetek duży.
Tak samo z młodzieżą. Z młodzieżą ostatnio problem jest taki, że zbyt łatwe życie oraz brak czasu rodzicw powoduje u nich zbyt szybkie dojrzewanie w pejoratywnym tego słowa znaczeniu.
“Ucho dziecka jest na plecach”, więc gdyby tak - zgodnie z pomysłem Impalera, spuszczać losowo wpierdol gnojom, przygięłoby to im trochę karczek i nauczyło pokory do otaczającego świata.
A tak już na poważnie najzupełniej - jeśli byłbym ministrem edukacji, wprowadziłbym obowiązkową poranną zaprawę fizyczną. Nie ma chuja - stara szkoła Abwehry - dyrektor razem z nauczycielem wfu o 7 rano robią ćwiczenia ginastyczno-rozciągające dla całej szkoły. Przez godzinę podskoki i wymachy. Nie ma nic lepszego na kaca niż dobra godzina dania sobie zdrowo w pizdę. Poza tym - nie ma nic gorszego niż zblazowane i rozlazłe towarzycho, pierdzące w stołek.
I dodatkowo - wchuj kłek zainteresowań. Po południu szkoła pozostaje otwarta - kłko fotografa, historyczne kurwa, wojny, geograficzne. Coś, co odbiega od programu szkoły, a jednocześnie zbiera w grupę jednostki na maxxa zainteresowane tematem i chcące pogłębiać zainteresowania.
Moja starsza siostra (lat 40) opowiadała mi, jak w liceum, do ktrego chodziła ( i ja zresztą też, ale za mojego pontyfikatu tego już nie było) były właśnie takie kłka i cała szkoła tętniła życiem po zajęciach. Ludzie szli do domu na obiad, a potem wracali i na luzie z nauczycielami robili zdjęcia, gadali o teatrze, komunie (bo to wtedy była komuna) w nocy w obserwatorium (tak!-moja szkoła miała obserwatorium astronomiczne!) oglądali gwiazdy, pili bełty i się macali, do tego koszykwka, wyjazdy w gry. Coś takiego odsiewa ziarno od plew, tworzy przyjaźnie, pozwala młodemu człowiekowi rwnać w grę i wzbudza zdrową ambicję.
A dzisiaj… Ach kurwa - wstyd patrzeć, słuchać, czytać. Przez jebany internet większość młodzieży nie umie poprawnie pisać, mwić. Dyslekcja - kurwa jego mać. Chuj a nie dyslekcja!
Pozostają tylko maniacy/megalomani, ktrzy po trupach dążyć będą do sukcesu, i osiągną go, ale pozbawieni będą tego zdrowego altruizmu. Dokonuje się na naszych oczach krystalizacja młodzieży, ale bardzo, bardzo niedobra. Zwykłe dzieciaki popadają w niebyt i ciągną w dł, tylko 3-4% się wybija. Niedobrze.
Widziałem w jakimś urywku z wiadomości, jak stary dziadek coś tam pierdolił od rzeczy, i nagle mwi - oni powinni tę ziemię solą posypać - jak w Kartaginie!!! Niby stary dziadek, ledwo mwiący, a jednak dawne metody nauczania pozwoliły mu do końca życia zapamiętać taki mało istotny fragment historii, i dodatkowo ładnie spuentować inną opowieść przy użyciu takiego sformułowania.