Na opisanie zbrodni popełnionych przez 73-letniego elektryka Josefa Fritzla z Amstetten najczęściej używano słowa “niepojęte”. Nie mieści się w głowie, żeby ojciec zamknął swoją córkę w piwnicy, spłodził w kazirodczym związku dzieci, które nigdy nie widziały słońca, stworzył rodzinę podległych mu niewolników, ukrytych pod ziemią, za stalowymi drzwiami otwieranymi zamkiem elektronicznym. A wszystko to działo się wśród ludzi. – Ten przypadek jest ewenementem na skalę światową. Nie istnieje nic, do czego można go porównać – mówi austriacki psychiatra Reinhard Haller.
Słowo “niepojęte” oznacza, że nie istnieje tu żadne wyjaśnienie. – Można wytłumaczyć każdy czyn i zachowanie sprawcy – twierdzi z kolei adwokat Fritzla, renomowany obrońca Rudolf Mayer. Wyjaśnienie staje się kwestią coraz bardziej palącą. To przestępstwo jak żadne inne stanowi zagadkę: jakie motywy zrodziły się w głowie sprawcy?
Dlaczego to zrobił? Początkowo pytanie to zadają tylko sąsiedzi i dziennikarze. Już niedługo będą je stawiać ofiary, potem sędziowie orzekający o jego winie, a następnie będą o to pytani psychiatrzy, udzielający przed sądem wyjaśnień: wytłumaczcie proszę postępowania pana Fritzla! Ktoś taki musi być szalony. Czy w ten sposób zachowuje się normalny człowiek?
Josef Fritzl jest prawdopodobnie normalny, przynajmniej w rozumieniu prawa. Równie normalny, jak porywacz, który przez osiem lat więził pod ziemią Nataschę Kampusch. Eksperci uznają takich przerażających zbrodniarzy za poczytalnych, a sądy za winnych. Są źli, ale nie chorzy. “Zakłócone osobowości” – w tak rzeczowy sposób określają ich naukowcy. Elektryka z Amstetten jego pracodawca nazwał kiedyś “bliskim geniuszu”, ponieważ potrafił budować skomplikowane urządzenia. Oni są właśnie tacy: mądrzy, zaradni i wystarczająco sprytni, by przez 24 lata nikt o niczym się nie dowiedział.
Niepojęte skrywa się w małym, ciemnym zakamarku osobowości. To “coś” sprawiło, że Christian Klar został terrorystą, “Kanibal z Rotenburga” zabił swego przyjaciela, a następnie zjadł niektóre części jego ciała, Belg Marc Dutroux przez wiele lat przetrzymywał w kryjówce porwane przez siebie dzieci, przykuwał je nagie do łóżka i zabił czworo z nich. Niepojęte jest sielankowe zdjęcie zrobione przez kamerę monitoringu w lipskim tramwaju. Przedstawia wesołego małego Mitję i jego pogodnego porywacza. Miły pan zgwałcił chłopca, a potem go zamordował.
Tego rodzaju sprawcy nie są uważani za chorych. Dlaczego więc to zrobili? Przez dziesiątki lat odpowiedź na to pytanie zaprzątała uwagę socjologów. Badali, jaki wpływ na skłonność do popełnienia przestępstwa wywiera wychowanie, wykształcenie, środowisko, doznane przeżycia. Jak człowiek staje się potworem? Nadal nieznane są społeczne przyczyny “zachowania odbiegającego od normy”.
Z kolei badacze mózgu od lat roszczą sobie prawo do monopolu na interpretacje w debacie na temat narodzin zła w społeczeństwie. Za pomocą tomografii komputerowej chcą odsłonić tajemnicze prawidłowości w zbrodniczych mózgach. (...)
Chorzy czy źli? Granica stała się płynna. Im dokładniej naukowcy poznają mózg przestępcy, tym trudniej jest im ustalić różnicę między chorymi psychicznie i zdrowymi sprawcami.
Wielu uważa, że popełniamy zasadniczy błąd szukając odpowiedzi na pytanie o winę takich ludzi, jak Austriak Josef Fritzl. Sławny badacz mózgu Wolf Singer z Frankfurtu, jego koledzy Gerhard Roth z Delmenhorst i Hans Markowitsch z Bielefeld są orędownikami nowego podejścia do tej kwestii.
Rodzice głodzą dzieci, nastolatki mordują sąsiadów. Uczeni twierdzą, że nikt nie jest w stanie dobrowolnie zdecydować się na popełnienie takich zbrodni. Człowiek nie ma wpływu na to, czy postępuje właściwie pod względem moralnym, czy z gruntu źle. W takim razie tkwiące w nim zło jest niczym innym jak biologicznym fenomenem ukrytym w mózgu?
– Geny, przeżycia z wczesnego dzieciństwa, środowisko społeczne – wszystko to zapada w naszą pamięć – wyjaśnia Markowitsch. – W specyficznej sytuacji takie sprzężenia w mózgu determinują nasze postępowanie.
Ze statystyki wynika, że 99,5 procent wszystkich przestępstw dokonali ludzie zdrowi, czyli tacy, po których można spodziewać się, że są także w stanie zrezygnować z popełnienia odrażającego czynu. Wszystkie nowoczesne systemy karne na świecie uwzględniają przypadek przestępcy chorego psychicznie, na przykład schizofrenika zabijającego pod wpływem urojeń. Zostaje on uniewinniony, ponieważ w stanie, w jakim się znajduje, nie potrafi rozpoznać znaczenia swego postępku. Ma prawo do pomocy, a nawet współczucia. Pozostali sprawcy to ci, którzy w niewybaczalny sposób naruszyli normy współżycia i za to musi spotkać ich kara.
Markowitsch uważa taki podział za bezpodstawny. – Każde zachowanie przestępcze ma przyczyny patologiczne.
– Większość przebadanych dotychczas recydywistów wykazuje wyraźne defekty neuroanatomiczne lub neuropsychologiczne – uważa jego kolega Roth. – Chodzi przy tym o takie czynniki, których efekt ujawnia się w okresie prenatalnym, w dzieciństwie albo we wczesnej młodości. Przestępca nie jest w stanie wpływać na nie za pośrednictwem swojej woli.
W połowie lat dziewięćdziesiątych amerykański psycholog kryminalny Adrian Raine odkrył u morderców słabo rozwinięte regiony w płacie czołowym mózgu. Od tego czasu udoskonalono znacznie techniki badawcze.
Zmiany neurochemiczne, anomalie anatomiczne, skomplikowane wzajemne oddziaływania wpływów otoczenia i wadliwe geny… To wszystko można znaleźć w mózgach morderców, gwałcicieli i bandytów. Może więc zło ukryte w człowieku nie jest niczym innym, jak chorobą, którą da się uleczyć? Problem polega na tym, że podobne defekty wykazuje co najmniej tyle samo osób, które nigdy nie weszły na drogę przestępstwa. (...)
Konstytucjonaliści, specjaliści od prawa karnego i sędziowie bronią się z całą mocą przed żądaniami usunięcia z prawa karnego zasady winy, a przecież w tej sytuacji o winie nie może być mowy. Wszystkie liberalne demokracje na świecie uznają wolną wolę ludzi, w tym także przestępców. Zasada winy i granice państwowego wymiaru kary są nie do utrzymania, skoro najgorsi bandyci nie mogli postąpić inaczej, niż postąpili.
Jest nie do pomyślenia, że takiemu okrutnikowi, jak Josef Fritzl nie można czynić żadnych zarzutów. Jak je czynić, skoro niemoralność jego postępowania rozpływa się w stwierdzeniu, iż nie mógł zrobić inaczej, ponieważ układ limbiczny w jego mózgu nakazał mu takie działanie, a on myślał, że tego właśnie chce. Badacz mózgu Roth domaga się oswojenia z takim wyobrażeniem. – Wolna wola jest iluzją. Jego kolega Singer radzi prawnikom, by w ogóle nie mówili o “winie”. W rzeczywistości chodzi tylko o “poczucie odpowiedzialności”, czyli ocenę stopnia niebezpieczeństwa sprawcy. (...)
O wiele prościej wyraża to hamburski obrońca w procesach karnych Gerhard Strate, specjalista od bardzo ciężkich przypadków: – Wina sprawcy jest bożkiem, którego sami potrzebujemy. (...)
Tak więc chorzy czy źli? Biedacy zasługujący na współczucie czy prawdziwe potwory? W tej chwili nad odpowiedzią głowią się już filozofowie, a nie badacze mózgu. Hans-Ludwig Kröber, krytyk neurologii, psychiatra z wykształcenia odsyła do kogoś, kto zna odpowiedź: do Petera Bieriego, profesora Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Jego książka “Rzemiosło wolności” stoi na półkach prawników, którzy muszą wydawać wyroki w procesach dotyczących najcięższych zbrodni.
Profesor przyznaje, że istnieje wiele uwarunkowań determinujących sposób wyrażania wolnej woli. Zbadali je już neurolodzy i socjolodzy. Każdy opis świata pokazuje warunki, w jakich człowiek – przestępca albo dobroczyńca –okazuje swoją wolę. Z naukowego punktu widzenia osoba stojąca na uboczu może stale określać uwarunkowania dla wszystkich wydarzeń. Również uwarunkowania uwarunkowań. I tak bez końca.
Tak więc z punktu widzenia postronnego obserwatora wszystko, co dzieje się z człowiekiem, jest zdeterminowane. Bieri uważa, że problemy zaczynają się dopiero w jego wnętrzu. Wolność wyrażania własnej woli zależy od kolejnych warunków: “naszego myślenia i osądów”. (...)
Przypuszczenie, że każdy może posługiwać się własną wolą w wydawaniu ocen, ma decydujące znaczenie dla szacunku wobec ludzkiej godności. Według Bieriego gotowość przestępcy do oglądania swego czynu z perspektywy wewnętrznej maleje dopiero wtedy, gdy psychiatrzy potwierdzają delikwentowi, że nie można traktować go poważnie, bo jest umysłowo chory.
Na pierwszy rzut oka potwór z Amstetten nie jest umysłowo chory. Mężczyzna chciał tego, co zrobił, i nie postąpiłby inaczej. Jeżeli potraktować poważnie słowa Bieriego, wiele jest jeszcze do zbadania w sprawie Josefa Fritzla, jego mózgu i czasów młodości. Choć nie wyjaśnia to drzemiącego w nim zła. I może tak jest nawet lepiej.