To będzie post typowo pod mieszkańców Gdańska, ale cóż, czasami trzeba wspierać lokalny patriotyzm nawet jeśli jest przyodziany w stoczniowe wąsy.
Stojąc dzisiaj w kolejce w mięsnym (tak, tak!) usłyszałem wspólny lament w nostalgicznym tonie, który połączył sprzedawczynię i klientki starszego pokolenia. Dzisiaj dzień babci, to nawet tak jakoś dobrze mi się tego słuchało. Nad czym tak biadoliły owe bidulki? Ano, nad rozpierdoleniem sławnej na cały kraj restauracjo-bawialni Cristal we Wrzeszczu. Ten relikt poprzedniej epoki straszący w ścisłym centrum Wrzeszcza w końcu jest rozbierany (okrzyki, brabo)! Dla niektórych to bolesny dowód przemijania, więc kolektywna konkluzja była prosta do przewidzenia - “teraz to już nie ma gdzie się zabawić”. Ano nie ma, jak 6 krzyżyk wchodzi na kark albo dawno tam harcuje. No i gdzie teraz będzie organizował biby Wałęsa?
Ta krótka historyjka miała wprowadzić was w przaśny, ale jednocześnie sympatyczny klimat najlepszego sklepu mięsnego w Gdańsku, w jakim miałem okazję być.
Cięcie!
Wujek Franki rozpływa się nad jebanym sklepem mięsnym, gdzie można kupić jebaną kaszankę, salceson i golonkę? Ano tak. Gdyby Sado tam poszedł, może przestałby pierdolić głupoty. Przybytek mięsnej rozkoszy mieści się na Zaspie w “Lotni” (koło ETC). Box bodajże 39, co jest istotne, bo są tam 2 sklepy mięsne obok siebie.
Teraz zagadka: co czujecie (nosem, nie dupą), kiedy przestępujecie próg sklepu mięsnego? W najlepszym wypadku - nic. Zazwyczaj - smród nastrzykiwanego ścierwa. W przypadku opisywanego tu sklepiku - wspaniały zapach wędlin i wyrobów mięsnych. Wow wow wow!
Kiedy po raz pierwszy spróbowałem precjozów z tego sklepu byłem w szoku - to wędlina ma smak?! Ano ma i to prawdziwy. Kolejny szok: czemu ta szyneczka nie świeci po jednym dniu w lodówce? Po kilku też nie? WTF? Ano, brak skurwiałych nastrzyków sprawia, że wędlina, kiełbasa i chuj wie co jeszcze, może smakować inaczej niż styropian napompowany E398 i zachować długo świeżość.
Oczywistym jest, że ceny są nieco wyższe niż w “normalnych” mięsnych. O jakieś kilkanaście %. Za to jakość produktów jest min. 53% lepsza. Do the math.
Now, pewnie znajdą się tu ze 2 osoby, które słyszały kiedyś jak znajomy ich znajomego robił gdzieś kiedyś własne wędliny i dał im coś spróbować. Reszta z nas - miejskich lamusów - jest poniekąd zmuszona do banalnych zakupów w sklepie, a nie polowanie na sarny, dziki i króliki, a następnie taplanie się przez pół dnia w ich flakach. Jeśli jesteś jednym z takich złamasów, nie jesteś spedalonym wegiem i mieszkasz w Trójmieście - skorzystaj z polecanej tu miejscówki. Okaże się, że mięso może mieć smak przez duże S, M A i K.
No, to wracam do pasztetu z żurawiną i kiełbasy czosnkowej (tak jest chuje!).