Zaiste - cierpeinie, ból, ulga, radość - są elementami naszej codzienności. Dlatego każdy rzyg jest dla mnie ważnym epizodem, który zawiera w sobie całą prawdę o naszej - jakze zmiennej i kontrastowej - egzystencji.
Dummy już swojego czasu zauważyła aspekt religijny. Coś w tym jest… Ja chciałbym zauwazyć aspekt cierpienia. Otóż rzygając dobrowlnie, nie mając na celu złudnych pragnień, np. chudszej sylwetki. możemy cały ten trud, niemały przecież, poswięcić Najwyższemu. Podobnie jak czynimy to umartwiając się i pokutując w czasie postu… Każde wyrzeczenie, każdy trud może być poświącony Siłom Wyższym. Dlaczego więc nie ten? Szkodliwosć znikoma - nieliczać poparzonego przełyku, zachłyśnięć, marnotrawstwa pokarmu i zgorszenia… Taa, tu chyba tkwi problem. Ale czy nie jest gorszące i szkodliwe publiczne biczowanie się do krwi w niektórych rejonach świata?! Zostawiam Was z tym pytaniem. Sam muszę się zadumać. [/url]