Od jakiegoś czasu można zauważyć pewną tendencję do wypuszczania filmów traktujących w mniejszym lub większym stopniu o kosmitach / kosmosie. Dla mnie bomba. Jako zapalony astroamator trzepie z radości kapucyna. Ekhm… Po rewelacyjnym Dystrykcie dziewiątym przyszła pora na MOON. Nie kurewki, nie ten pedalski new moon, ale zwyczajnie Moon. Film opowiadający o nudnej pracy na księżycu. Dostajemy trzyletni kontrakt, jeździmy łazikiem i wyciągamy z dupy charwesterek zbiorniki z paliwem zasilającym zimną fuzję. Proste. Czy do końca? Ni chuja. Film warty obejrzenia i to bardzo. Dowiecie się, że ...
Ps. Czekam jeszcze na Forth Kind http://www.youtube.com/watch?v=vVRHOhLP-aA I to chyba wyczerpie moje zapotrzebowanie na kosmitów na najbliższe kilka miesięcy.

