Warto zobaczyć Avatara 3D i nawet wydać te 3 dychy, aby przekonać się, że to całe 3D-halo to dość duży pic na wodę. Ogólnie technika ta jeszcze ssie małą pałeczkę. Oglądanie męczy gałki oczne i fakt, że gówno jest w „3D” wcale nie rekompensuje faktu, iż jest gównem.
Nie żebym Avatara uważał za gówno. Jest to po prostu fajna bajka a’la Star Wars - i tyle o fabule i sposobie prowadzenia narracji. Zajebiście zrobiona bajko-mixtura sci-fi & fantasy, ale gdzie ten porażający realizm świata, to nie wiem. Chyba tam gdzie zwykle, czyli w ciemnej, murzyńskiej, obsranej dupie. Niektóre zwierzaczki (leśne ssaki?) aż ociekały silikonem. Ogólnie jednak wizual zachwyca rozmachem i cieszy.
Warto obejrzeć chociaż raz. Kominek śmierdział, że to jeden z tych filmów które trzeba obejrzeć w 3D. A ja mówię, że pierdoli bzdury. Nie trzeba, ale warto, jeśli nie widziało się jeszcze nic 3D (z powodów poruszonych na samym początku).
Wizual: 89%
Muza: nie wiem, nie przeszkadzała
Fabuła: ...co? Przynamniej całość ratuje koncepcja avatarów. Ale to tylko koncepcja.
Koncepcja świata przedstawionego: jak na bajkę, może być
Dialogi: corny - 100%
Przewidywalność: 100%
Nawiązania do: wojna w Wietnamie, Pocahontas *
* czy tylko ja _miałem_ seksualne przemyślenia na temat tej postaci? Mówię o animacji Disneya z ‘95.