Jimmy Page… The Edge… Jack White… Każdy kto słucha dobrej muzyki, osób noszących owe nazwiska raczej przedstawiać nie muszę. Trzy pokolenia, trzy różne podejścia do muzyki, trzy różne style i brzmienia. Wszystko to zawarte w jednym… dokumencie? Opowiastce? Nie wyobrażam sobie innej obsady. Jimmy Page - człowiek legenda. Klasyk. Historia zamknięta. Niewielu osiągnie tyle co on. The Edge - Po środku. Człowiek tranzystor, nowoczesność. Jack White - Młodzian który jeszcze się uczy, nie za wiele miał do powiedzenia, co nie zmienia faktu, ze to jego brzmienie najbardziej mi odpowiada. Oldschool, bluesowe korzenie, brud. Tak jak powiedział… masa sprzętu i efektów nie zrobi z Ciebie człowieka kreatywnego. Za każdym razem gdy pokazywał się w na ekranie miałem największe ciarki. Jest potencjał. Warto ten film obejrzeć. Niedawno był w kinach, ale ponoć wyszedł już w 2008 roku. Chuj z tym. Warto sobie przypomnieć.