Niesamowita historia. Główny bohater, emerytowany technik jądrowy, wrażliwy, pełen genialnych niedocenionych pomysłów, molestowany zresztą w dzieciństwie przez matkę (!), budzi się rano (czasy współczesne) przez odgłosy bombardowania; za oknem samoloty z II wojny światowej i nowoczesne amerykańskie helikoptery. Na stole znajduje pistolet i jedzenie zepsute od miesięcy, w drugim pokoju martwa żona, zdechły pies (z głodu zeżarł skórzane buty, wysrał z krwią metalowe części). Sytuacja się komplikuje, gdy facet zaczyna przeglądać pamiętnik żony a w starych gazetach jego nazwisko wymieniane jest jako prowodyra jakichś bojówek, samozwańczego lidera opozycji.
Tymczasem we Frankfurcie zostaje uruchomiony pierwszy samodzielny system kompleksowego zarządzania metropolią, oparty na sieciach neuronowych…
.
Chuj wam w dupę, film jest zupełnie o czymś innym, jakieś metafizyczno-oniryczno-społecznoobyczajowe gówno, nic nie zrozumiałem. I jeszcze taki tytuł… Niech spierdalają.