Sesralem się w gacie i to nie raz. Pamiętam częstochowski motyw. Piątek rano, telefon. Przyjeżdżasz dzisiaj? MAmy imprezę ( pomyślałem, że to niegłupi pomysł, nie będę rano trolił w pociągu tylko prześpię się u kogoś na chawirze ). No dobra, ale w sobotę rano wstaję bo mam zajęcia. Spox. Pobawiłem się… bla bal bla bla.... rano wstaję… kac. Idę na zajęcia… kac… głodny, dojeżdzają kumple. Wpadłem na pomysł by coś zjeść. W sklepie zachciało mi się mleka i ogórków kiszonych. BŁĄD ŻYCIA!!!! ALE na początku nie wiedziałem co mnie czeka. Zasnąłem na ławce. Przez sen zaczynam powstrzymywać naciekający z coraz większą siłą czekoladowy mus. Za mocno przysnąłem. Puściłem bąka. Obudziłem się. Zlałem sytuacje bo chyba nikt nie usłyszał. ALE coś mi tu nie gra. KURWA!!!!! Morko w gaciach!! Idą sracza, ściągam spodnie… w środku czyste… fiu… ściągam gacie a tam autostrada jak stąd do chin. Dupa i włochy upierdolone rzadkim gównem. Ja pierdole myślę. Nie było jednak totalnej załamki. Uratowało mnie to, że byłem na imprezie i wziąłem zapasową bieliznę. Tą upsraną doczyściłem dupę, wyrzuciłem i założyłem czystą. Nawet nie czułem dyskomfortu. Do końca dnia nawet z małym bączkiem biegałem na deskę.