W ten weekend byłem świadkiem na weselu mojego najlepszego kumpla.
Impra była fantastyczna, wraz ze wszystkimi fajnymi weselnymi zabawami. Jako że byłem świadkiem i miałem pod kontrolą schowek z w?dą, musiałem się pilnować, więc się nie najebałem za mocno - ot taki wesoły tąp.
Moja narzeczona siedziała obok i waliła sobie słodkie drinki, a od czsu do czasu poprawiała w?deczką w toaście.
Skończyliśmy ok. 6 rano, zżerając na koniec barszczyk z krokietem. Po weselu poszliśmy do pokoju obok (to była sala z hotelem). Jako lekko najebani, zanim poszliśmy w kimę, przerżneliśmy się zdrowo. Po czym ja zaległem i zasnąłem, widząc, że moja kobieta coś tak słabo wygląda i m?wi, że ją tym łupaniem wprawiłem w b?l brzucha. Nie zwracając na to uwagi zasnąłem (6.20 rano).
O 7 obudził mnie znany odgłos fal bijących o krtań i urządzenia łazienkowe - Ale brecht, pomyślałem - ktoś rzyga w pokoju obok. Po chwili zobaczyłem, że nie ma mojej Kobiety.
O kurwa - pomyślałem. Idę do klopa i pukam. Słyszę szloch pomieszany z wymiotami, więc wchodzę do środka i widzę moją piękną, szczupłą, inteligentną Narzeczoną, siedzącą na klopie na golasa i rzygającą DO BRODZIKA prysznicowego. Brodzik jest pełen, jakby kurwa ktoś wylał wiadro czerwonych pomyj. Oczywiście zapchany. Wok?ł, na podłodze widzę kałużę rzyg?w.
Moja Kobieta płacze i m?wi - zaaaaapchaaaałam....
Na moje pytanie, dlaczego do kurwy nędzy złamała Święte prawo - nie rzygaj do spływ?w, kt?re się zapychają, odpowiedziała, że musiała zrobić siusiu, a jak napięła mięśnie brzucha, rzygi wystrzeliły z niej jak ze szlaucha, tak, że ledwo zdążyła skierować strumień do brodzika, kurwa mać
Kochając Ją mocno, m?wię - umyj się i idź spać. Po czym zaczynam grzebać w spływie, wyjmując truskaweczki, schab ze śliweczką, ciasto itp. i przekładam to do klopa. Oddycham przez nos. Walczę z bełtem, wygrywam. Nie wygrywam ze sraką, więc siadam na klopie i zaczynam srać, patrząc na zarzygany brodzik. Kończę, wracam do ł?żka, patrzę na moją śpiącą Kr?lewnę i myślę - Kocham Ją!

