soł… wbiliśmy się do mnie po ?wczesnym zarzuceniu ok 45 tabletek acodinu i po 3 piwkach.
Ziąs (zwany dalej w tym donosie “Sandjego” choć to nie ma nic wsp?lnego z jego ksywką, imieniem etc. etc) zjadł przed wyjściem do mnie jakąś kolacje. Soł… ja ( i Sandjego) siedzimy nagle kolo się pyta gdzie tu można spawać. Pokazałem mu gdzie, po czym wstał i chwiejnym krokiem szedł do okna (tego od sąsiadki...to znaczy mojego… zresztą nieważne).. niestety nie doszedł:-/ (p?źniej zresztą też nie doszedł).
I lekko emanując boskością zaspawał sobie bluze, m?j dywan, parapet i okno… Luz. Do teraz mam w pokoju lekki odorek spaw?w… czyli gut gitara. Czasem rzygi śmierdzą (pale papierosy, i nie oszukujmy sie… też śmierdzą. A co to ma wsp?lnego? Już za chwile), jednak ten ma nawet zajebisty zapaszek.. coś pomiędzy metalem a kapustą.
Ja żeby kumplowi nie było smutno zjadłem banana (a jest niepisana zasada że acodin+banan=rzyg) z całą świadomością (i… wg. mnie a zapewne także innych CityVomiters?w, TA ŚWIADOMOŚć jest najważniejsza)… że gdybym nie zjadł tego banana to bym nie spawał:-(
hmm.. nie wiem czy przemawiała za tym bardziej chęć uzewnętrznienia swojego bogatego wnętrza i treści, chęć zbliżenia się do absolutu, zwykła chęć zerzygania się na okno sąsiadki czy może po prostu żal mi było kumpla i niechciałem żeby został sam. Jednak fakt zostaje faktem: najważniesza była właśnie ... świadomość. Pełna, choć przytłumiona rauszem alkocholowo-aptecznym… A może właśnie to było powodem?
Odpowiedź pozostawiam już w sferze waszej psychiki..
... do zobaczenia na zerzyganych autostradach rzygającej rzeczywistości

